Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Guizhou. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Guizhou. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 maja 2015

Niedziela w Guizhou. Spacery po okolicy. Grillowanie

Dzisiaj dzień wolny, udaliśmy się na wycieczkę z nauczycielami ze szkoły. Chodziliśmy po górach, poszliśmy nad rzekę i zeszliśmy do jaskini. Potem mieliśmy grilla – było to o tyle dziwne, że przygotowaliśmy go na pewnej wysokości między skałami. Zapraszam na fotorelację. Okolice szkoły są nadzwyczaj malownicze.






\











środa, 18 września 2013

Guizhou. Perypetie z uczniami

Uważacie, że … yyy… zgubienie uczniów to duży problem? Bo mi dzisiaj zginęła dwójka. No ale w Chinach i tak mają za dużo dzieci, prawda? Braku tej dwójki nikt nawet nie powinien zauważyć… Ewentualnie zgarnie się jakieś dwie dziewczynki ze wsi i może nikt nie pozna, że to nie te… No dobra, chyba jednak nie nadaję się na nauczycielkę.
Poniżej wklejam kilka zdjęć moich podopiecznych. Wyglądają uroczo, ale niektóre z nich potrafią zajść za skórę.


Na przykład ta dziewczynka, chociaż sprawia wrażenie niewinnej, jest naprawdę rozpieszczona i ZŁA. Chodzi za nauczycielami krok w krok, oczekuje specjalnego traktowania i czuje się lepsza niż reszta klasy. Nawet nie potraficie sobie wyobrazić, jak dziką zrobiła awanturę mojemu koledze z Włoch, gdy ten dał jej "jedynie" piętnaście kiełbasek, podczas gdy pozostałe dzieci dostały po jednej. Liczyła, że sama będzie mogła zjeść wszystkie. Inna sprawa, że wyrób kiełbaskopodobny jaki można dostać w sklepiku szkolnym w prowincji Guizhou ma wysoce wątpliwe walory smakowe.


 Tą małą natomiast uwielbiam. Grzeczne, inteligentne i kochane dziecko, pilnie się uczy, w przyszłości chce zostać naukowcem.


A tu jeszcze dwa zdjęcia z ceremonii otwarcia:




wtorek, 17 września 2013

Guizhou

Mogłabym robić wszystko, a siedzę w odciętej od świata szkole internatem w górskiej prowincji Chin i uczę dzieci Miao angielskiego. Warunki są tu raczej ciężkie, nie ma ciepłej wody, śpimy na piętrowych łóżkach, nie mówiąc już o tym, jak wyglądają toalety. Chłopakom udało się zainstalować Internet, ale co z tego, skoro ciągle są przerwy w dostawach prądu… Mimo wszystko nie jest tak źle – ludzie są fajni, dzieciaki przeurocze.
Dzisiaj w szkole odbywały się uroczystości i mogliśmy oglądać tradycyjne tańce Miao. Przygotowano wspaniały show. Pod koniec zostaliśmy wciągnięci na scenę i zmuszeni do tańczenia. Po wszystkim dzieci w kolorowych kostiumach chciały robić sobie z nami zdjęcia i brać autografy, zupełnie jakbyśmy to my stanowili dla nich jakąś atrakcję.
W mojej klasie jest siedemnaście dziesięciolatków, dwunastu chłopców i pięć dziewczynek. Niektórzy są nieśmiali i niezbyt chętni do bardziej aktywnego udzielania się w klasie, ale generalnie lekcje przebiegają bez większych problemów. 
Wygląda na to, że jeden z chłopców się we mnie zakochał. Jest gruby, bucowaty i niegrzeczny, nie słucha, co mówię na lekcjach, tylko składa kwiatki z papieru i mi je daje albo prosi Olivię, żeby tłumaczyła na angielski różne dziwne teksty o tym, jaka jestem piękna. Ja to mam szczęście do mężczyzn… Przynajmniej mały deklaruje, że nauczy się angielskiego, żeby móc ze mną rozmawiać, a to już pewien walor edukacyjny tej sytuacji.


Nasza szkoła:






A to zdjęcia z samej uroczystości powitalnej:













poniedziałek, 16 września 2013

W podróży do Guizhou

Od ponad 30 godzin jestem w podróży w pociągu do Guizhou. Jestem zmęczona i śpiąca, jest mi zimno. Marzę o łazience, gorącej kąpieli i łóżku (najlepiej z Tobą do tulenia). Przynajmniej mam tu wifi i mogę informować świat o mojej marnej sytuacji.

Poniżej Chiny zza okien pociągu (trasa Pekin - Nankin) ...















... i autokaru (Nankin - Ceheng)



















niedziela, 1 września 2013

A więc jednak jadę do Chin. W niedzielę przeszłam pomyślnie przez rozmowę kwalifikacyjną, dzisiaj podpisałam już umowę. Zastanawiałam się nad Chinami i Wietnamem, ale w Wietnamie byłabym cały czas w Hanoi, natomiast program praktyk w Chinach brzmi naprawdę ciekawie: przez pierwszy tydzień mielibyśmy kurs na uniwersytecie Tsinghua w Pekinie, potem jedziemy do Guizhou w południowo-zachodnich Chinach, uczyć angielskiego dzieci z mniejszości etnicznych. Jest to jeden z najbiedniejszych i najbardziej „dziewiczych” rejonów kraju, słynący z pięknych krajobrazów i licznych wodospadów. Nie mogę się już doczekać.