środa, 3 czerwca 2015

Widmowe miasta w Chinach

Kiedy podróżuję po świecie, zwykle ciekawi mnie i intryguje to co dziwne, czasem nie do końca udane, czasem wręcz brzydkie i okrutne, słowem, to co różni się znacząco od rzeczywistości, którą znamy na co dzień. Lubię wyjść poza hermetyczne otoczenie drogich hoteli i wnikać w absurdy lokalnych kultur, interesuje mnie również nędza i jej źródła, dziwne eksperymenty socjologiczne i gospodarcze, nieudane inwestycje.
Ostatnio czytam dużo na temat zjawiska tzw. widmowych miast w Chinach (China’s ghost cities) i zastanawiają mnie przyczyny i skutki tego zjawiska, z resztą dość szeroko opisywanego w Internecie. Wygląda to mniej więcej tak, że deweloperzy, na zlecenie rządu budują osiedla mieszkaniowe i całą potrzebną infrastrukturę (drogi, szkoły, szpitale, kina, teatry, słowem, wszystko, co potrzebne jest do życia), które po wybudowaniu stoją niemal puste. W ten sposób powstają całe miasta, przeznaczone dla milionów mieszkańców, które są zamieszkanie jedynie przez kilkadziesiąt tysięcy, z których większość stanowią robotnicy pracujący przy dalszej rozbudowie. Większość mieszkań stoi pusta – miasta te znajdują się często w oddalonych i słabo zaludnionych regionach Chin a ich ceny są poza zasięgiem przeciętnej chińskiej rodziny.  
Krytycy Chin mówią o krótkowzroczności rządu, który chce sztucznie napędzać wzrost gospodarczy dzięki niezbyt sensownym inwestycjom. Niektórzy analitycy mówią wręcz o nadmuchaniu bańki spekulacyjnej na rynku nieruchomości znacznie większej od tego, co doprowadziło do kryzysu w Stanach Zjednoczonych. Ich oponenci argumentują, że rząd w ten sposób przygotowuje się do wielkiej migracji ze wsi do miast, która w Chinach trwa już od jakiegoś czasu i powoduje ogromne przeludnienie na przedmieściach wielkich metropolii takich jak Pekin czy Szanghaj. W zamierzeniu miałoby to być rozwiązaniem problemu powiększających się slumsów, gdzie ludzie mieszkają w prymitywnych przybudówkach, które nie spełniają żadnych norm sanitarnych, bez dostępu do takich instytucji, jak szkoła czy szpital, gdzie szerzą się patologie.
Faktycznie, większość z tych pustych mieszkań, jest sprzedanych. Kto jednak je kupuje? Często są to bardziej zamożne osoby z wyłaniającej się klasy średniej, jest to ich kolejne mieszkanie, które traktują bardziej jak inwestycję. Może zamieszkają w nim w przyszłości, a może odsprzedadzą  kiedy sytuacja się zmieni i pojawi się popyt, ceny wzrosną. W końcu w Chinach nieruchomości są jedną z niewielu możliwości inwestowania dostępnych obywatelom. Znacznie częściej jednak mamy do czynienia z sytuacją, kiedy deweloperzy po prostu handlują mieszkaniami między sobą, gdyż zainteresowanie nimi jest zerowe.
Wydaje mi się, że Chiny wybudowały zbyt dużo dobrej klasy mieszkań zbyt szybko, co w żaden sposób nie przyczyni się do polepszenia sytuacji tych, którzy przede wszystkim zainteresowani są migracją ze wsi do miast. Ich nie interesują apartamentowce, podróżują raczej tam, gdzie jest możliwość podjęcia pracy i utrzymania się w miarę tanio.
A może jednak się mylę? Może faktycznie są to miasta przyszłości? Zjawisko „widmowych miast” znam głównie z opowieści i doniesień medialnych, sama podczas swojej pracy w Chinach nie miałam możliwości ich zwiedzić, przebywałam głównie w Pekinie i na prowincji w Guizhou. Chętnie pojeździłabym po takich miejscach, żeby przekonać się na własne oczy, jak to naprawdę wygląda i funkcjonuje
Dla zainteresowanych, polecam materiał o chińskich miastach widmach na youtube: